Tęczowy kolor magii, tęczowy blask fantastyczny

Pyrkon – poznański festiwal fantastyki to niesamowite zjawisko. W tym roku nabrało kolorów tęczy!

Jeżdżę tam przede wszystkim, żeby patrzeć na ludzi. Ludzi i nieludzi, bo też elfów, hobbitów i innych kosmitów 🙂 Geraltów, Elrondów, Kiritów, Jacków Sparrowów, rycerzy Jedi i uczniów Hogwartu, podręcznych i Jezusów, żołnierzy już- lub jeszcze-nieistniejących formacji. Zupełnie niezrażeni niespójnością, szturmowcy Imperium pospołu z łucznikami z Lorien stoją w jednej kolejce po pizzę, a księżniczki Leie chodzą do tej samej łazienki co Galadriele (a ja byłam przekonana, że elfki nie sikają…!).

W tym roku po raz pierwszy pojawił się na Pyrkonie nowy element – ludzie z tęczowymi chorągiewkami w rękach i flagami na plecach. Wielu spośród licznych tam FreeHugsowców miało tęczowe elementy lub całe tło na kartonikach, przy pomocy których ogłaszali otoczeniu, że rozdają przytulenia (za darmo). Po raz pierwszy widziałam tak wiele osób manifestujących swoją tożsamość całkowicie poza kontekstem – nie na paradzie równości, nie w klubie branżowym, ale na imprezie o zupełnie innej tematyce. Był to też jedyny przejaw tożsamości „pozafantastycznych” – wszyscy pozostali prezentowali swoje literackie/komiksowe/filmowe pasje, które wybrali. Tęczowi pokazywali swoją naturę, z którą przyszli na świat.

I najwyraźniej czuli się tam zupełnie komfortowo: w przestrzeni, gdzie dziesiątki tysięcy nerdów zebrały się w jednym miejscu by dzielić się swymi zajawkami, bez potrzeby udowadniania, która jest lepsza. Rozmaitość jest wartością.

To piękno różnorodności przejawiało się na zupełnie nieoczekiwane sposoby. Ludzie o wzroście mocno poniżej przeciętnego wyglądali wspaniale ucharakteryzowani na hobbitów czy krasnoludów. Dziewczyna o znacznej nadwadze prezentowała się cudownie w pomysłowym stroju piratki. Cechy które zazwyczaj są uważane za defekt czy kalectwo, tutaj były wręcz zaletą. Zastanawia mnie to nieustannie, dlaczego tak nie może być na codzień. Skąd się bierze to o czym mówił Geraltowi elf Filvandrel: „Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko kształtem uszu”.

Kolejne ciekawe zjawisko: sporo cosplayerów wybrało postaci mające inną płeć niż ich własna, szczególnie chłopców przebranych za żeńskie postaci anime. Nie oznacza to zresztą że mają potrzebę tak funkcjonować na codzień – chociaż kto wie? Natomiast tutaj nie budziło to niczyjego świętego oburzenia.

Tymczasem pośrodku tej migotliwej rzeszy eskapistów pojawił się Robert Biedroń. Nie był to oficjalny punkt programu, po prostu jedno ze stoisk wystawiło plakat i książki. Natychmiast ustawiła się kolejka chętnych na autografy i selfie. Jednak miłośnicy fantastyki orientują się także w sprawach tego naszego uniwersum 🙂 Zresztą, dwadzieścia lat temu, czyli wtedy gdy pierwszy raz czytałam Władcę Pierścieni, takie zjawisko – jawny gej wybrany przez mieszkańców na prezydenta miasta i mający szansę zostać prezydentem Polski – zaliczyć możnaby jedynie do political fiction, i to bardzo śmiałego.

Z drugiej strony, na festiwalu pojawił się też Korwin-Mikke. Mój siostrzeniec pokazał mi na FB zdjęcie, które ze sławetnym europosłem zrobił sobie siostrzeńca kolega z klasy, przebrany za żołnierza z wielkim karabinem w rękach. I podpis – “wódz ogląda egzekucję lewaków”. Ten kolega, który chciałby strzelać do lewaków, to trzynastoletnie dziecko. Zaś wielu z tych pozawijanych w tęczowe flagi, a zatem – lewaków-genderystów nadających się do odstrzału – to jego rówieśnicy lub rok, dwa starsi.

Pytanie, których jest więcej i w którą stronę wyewoluują ich poglądy do czasu, kiedy będą w stanie utrzymać w rękach nie-plastikowy karabin.

Wciąż jednak wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej. Że będą w stanie tworzyć świat coraz bardziej przyjazny dla osób o każdym wzroście, figurze, karnacji, czy orientacji. Tam, na Pyrkonie, oni rozdają przytulenia za darmo. Czasem pisząc na kartoniku wprost: „Gay Hugs”.

[Best_Wordpress_Gallery id=”3″ gal_title=”Pyrkon 2018″]


Dennis Kruk

Dennis Kruk