Marsz równości w Szczecinie 2019

Aktualności na temat marszu


„Dokąd i skąd idziemy”? – co to jest Marsz Równości

Był to rok 1970, gdy nieheteronormatywni ludzie postanowili przemaszerować ulicami miasta, by zaprotestować przeciwko dyskryminacji i pokazać, że nie mają się czego wstydzić. Pierwsze Gay Prides przeszły ulicami Nowego Jorku, Los Angeles i Chicago 28 czerwca, w rocznicę zamieszek, które wybuchły podczas kolejnego policyjnego nalotu na Stonewall Inn: bar, w którym spotykało się tęczowe towarzystwo, geje, trans, butch, drag queens, queer a także bezdomna młodzież.

Protest przeciw policyjnemu nękaniu przekształcił się w manifestację domagającą się praw dla osób nieheteronormatywnych i stał się punktem zwrotnym w historii ruchu LGBT w USA.
Minęło niemal pół wieku. Dzisiaj tam, w cywilizowanym świecie, w USA, Kanadzie i na Zachodzie Europy, marsze równości nie są już protestami przeciwko homofobii i nawoływaniem do równouprawnienia, ale radosnymi świętami różnorodności, obejmującymi całą społeczność.

Przykład: Toronto Pride Parade, 2017; wśród maszerujących jest premier Kanady Justin Trudeau z żoną i dziećmi, bez żadnej ochrony. Na późniejszej paradzie w Montrealu Justinowi towarzyszył Leo Varadkar, premier Irlandii, ze swoim narzeczonym… itd. itd…

W Polsce sytuacja ma się zgoła inaczej. Pierwszy raz tęczowi ludzie wyszli na ulice Warszawy w 2001 roku. Robert Biedroń wspomina, kiedy szedł w pierszym marszu, ludzie stojący przy drodze trasie przemarszu “pluli nam w twarze. Ale trzeba było przez to przejść”. W kolejnych latach próby organizowania marszu były torpedowane przez ówczesnego prezydenta stolicy (słyszeliście takie nazwisko – Kaczyński?) a same przemarsze – czy to legalne, czy zabronione przez władze – spotykały się z brutalnymi kontrmanifestacjami „młodzieży patriotycznej”, jak to się ich teraz nazywa.

Kilkanaście lat, które minęło od tego dnia, przyniosło w Polsce zmiany – co prawda nie legislacyjne, bo te stoją w miejscu jak… hmmm, policjant na skrzyżowaniu – ale jeśli chodzi o same marsze – odbywające się teraz już w kilku miastach, są coraz liczniejsze i spokojniejsze. W minionym roku w Warszawie nieliczni oenerowcy albo trzymali się w bezpiecznej odległości, albo pokładli się na trasie (może liczyli na coś?) ale bez oporu dali się wynieść policji. Natomiast pod tęczowymi flagami maszerowała rekordowa liczba 50 tysięcy osób. Na premiera nie można było liczyć 🙂 ale prezydenci Poznania i Gdańska wzięli udział w marszach w swoich miastach.

Również w Szczecinie chcemy pokazywać społeczności miasta, jak wielką i cenną wartością jest różnorodność i jej afirmacja. Oraz, że każdy człowiek i każda miłość zasługuje na szacunek. Każdy człowiek jest inny, ale wszyscy jesteśmy równi, i jako tacy mamy prawo do takiego samego traktowania zarówno przez władze, jak i współobywateli. Każdy kto podziela tę opinię, jest zaproszony na nasze święto radości i miłości.

„Przeżyj to sam
Nie zamieniaj serca w twardy głaz
Póki jeszcze serce masz”

„Czy oni muszą się tak obnosić?” – po co Marsz?

Ależ oczywiście, że nie musimy. I nie robimy tego.
Jeśli wy, heteroseksualni bracia i siostry, idziecie ulicą za rękę z ukochaną osobą czy całujecie ją w kawiarni albo chwilę po tym jak odebrała dyplom, to przecież nie po to by zamanifestować swoją orientację, ale by wyrazić swoją miłość.

Jeśli wy, przed ołtarzem czy w urzędzie, przyrzekacie sobie miłość; jeśli macie na rękach obrączki, to nie po to by pokazać światu że jesteście hetero, ale dlatego że kochacie się i chcecie razem iść przez życie.

Jeśli zakładacie spodnie lub sukienkę, szpilki czy buty bez obcasa, robicie makijaż lub nie – to nie po to by coś manifestować i udowadniać, ale by wyglądać tak, jak sami z sobą czujecie się dobrze.

Różnica między wami a nami jest taka, że wy manifestujecie swoje związki na codzień, my zaś mamy tylko jeden dzień w roku, kiedy możemy to zrobić nie bojąc się, lub bojąc mniej, niż zazwyczaj, że w naszą stronę polecą wyzwiska, butelki czy pięści.

Wy nie ryzykowaliście wyrzucenia z domu czy pracy, gdyby ktoś odkrył kogo kochacie albo jakiej jesteście naprawdę płci, lub że nie identyfikujecie się z żadną.

Różnica jest taka, że jeśli (kulturalnie i szanując granice) okażecie komuś zainteresowanie, ryzykujecie co najwyżej że dostaniecie kosza, a nie po mordzie.

Ale my KOCHAMY TAK SAMO. JESTEŚMY SOBĄ TAK SAMO.

Nasz marsz równości jest okazją, byście to zauważyli. Jesteśmy waszymi sąsiadami, kolegami i koleżankami z pracy czy szkoły (w każdej klasie statystycznie jest 1-2 osoby LGBT), waszymi fryzjerami, piekarzami i dentystami, przedszkolankami waszych dzieci, twórcami muzyki i filmów, które lubicie. Waszymi wikarymi i proboszczami. Jesteśmy waszymi bliźnimi.

Nie możemy czekać aż „społeczeństwo będzie gotowe”. Wy, zaczynając wasze związki, nie zastanawialiście się czy ktoś jest na nie gotowy – my też nie chcemy. Każdy z nas ma tylko jedno życie. My chcemy nasze przeżyć godnie. Już teraz, od dziś.

Dla was „obnoszenie się” jest codziennością. Wrzucacie na fejsa przytulone fotki z ukochanymi, z małżonkami i dziećmi. Na śluby zapraszacie dziesiątki bliskich. Jeśli macie trudność z zajściem w ciążę, możecie adoptować dzieci. Ludzie zwracają się do was używając tych form gramatycznych, które akceptujecie. Oglądacie w telewizji i kinach romantyczne komedie i inne filmy o osobach takich jak wy. Żyjecie jak ludzie.

My też jesteśmy ludźmi i też chcemy żyć jak ludzie. Nic ponad.